
Wędkarski rekonesans
W dniu wczorajszym (21.08.2010r.) postanowiłem wraz z kolegą połowić z gruntu na Cegielince. Nad wodą byliśmy o 6.00, murek pionierów pękał w szwach, kładki zajęte, brzeg aż do Szkoły Rolniczej, na wodzie stało zakotwiczomych ok 7 łódek.

Było jedno miejsce wolne przy starym przęśle mostowym. Przed rozwinięciem sprzętu spojrzałem na pobliską kładkę i aż mnie krew zalała: spokojnie siedział sobie starszy pan, autko zaparkowane z tyłu przy wejściu na kładkę, a w wodzie 3 kije, bo 2 to już dla niego za mało.
Po zwróceniu uwagi szanownemu panu wędkarzowi, że regulamin APR również jego dotyczy nie odezwał się słowem, lecz po 10 minutach na kładce były już 2 kije – przypuszczalnie na kładce wystąpiło zjawisko, tzw. „powrotu świadomości wędkarskiej”.

Rozłożyliśmy sprzęt - dopracowanie zanęty – pierwszy wsad koszyka w wodę. Po minucie jest leszczyk ok. 800 punktów. Po następnych 10 minutach kolega wyciąga 2 krąpie, razem miały ok. 1200 punktów. W 30 minucie jest - zacinam pięknego lecha – po pracy kija wnioskuję, że mógł mieć ok. 2000 – 2500 punktów. Leszcz ok. 3-4 metry od brzegu wbił się w jakieś umocnienia po starym moście i tyle go widziałem – pozostało rwanie plecionki na wprost. W ten sam sposób na tym łowisku utraciłem ok. 5 pełnych zestawów oraz 12 przyponów. Kolega bawił się podobnie, lecz dołowił jeszcze leszczyka ok. 600 punktów. Po zacięciu i oderwaniu go od dna wodowany był powierzchniowo, co pozwoliło na uratowanie kompletnego zestawu.
Około godziny 11 podeszło do nas starsze małżeństwo, które chciało spędzić piękny sobotni dzień nad Cegielinką grillując i wędkując zarazem na bata. Miejsce, które zajmowaliśmy nadawało się do tego celu idealnie. Zaproponowali nam przeniesienie się na kładkę ok. 40 metrów od tego miejsca, która akurat się zwolniła – zgodziliśmy się bez namysłu, ponieważ nasze akcesoria gruntowe z powodu zaczepów dramatycznie zaczęły się kurczyć . Przenieśliśmy sprzęt w nowe miejsce ze względu na ograniczoną manewrowość na wcześniej wspomnianej kładce, postaniwiłem zostać przy 1 kiju. Przed podaniem zestawu uatrakcyjniliśmy swoje zanęty mocniejszym zapachem przez dodanie dodatkowej porcji atraktora (wanilia, brasem). Ryby wspaniale zaczęły współpracować. W podbieraku lądowały krąpie, śliczne półkilowe płocie, rozpióry, leszczyki (największy ok. 1,5 kg ) oraz wspaniała zapowiedź przyszłości Cegielinki - niewymiarowy sum. Oczywiście ryby powróciły do wody.
Wędkarski rekonesans Cegielinki zakończyliśmy o 13.00 we wspaniałych humorach oraz upewnieniem się, że Cegielinka to nasz regionalny wędkarski raj.
Notatka: Tekst: Jarosław Mintus
Zdjęcia: Cegielinka jesień 2009