Witamy na stronie Wędkarzy Zachodniopomorskich Zachodniopomorski Vortal Wędkarski
Wiadomości
piksel
kolor

Zawartość ZPW
piksel
kolor

Wybierz dział na ZPW
piksel
kolor

ZPW - INFORMACJE
zpw
zpw Wesoła Wędka - Humor
 zpw  Kalendarz Brań
 zpw  Okręg PZW Szczecin
 zpw  Okręg PZW Koszalin
 zpw Okręg PZW Gorzów
 zpw  Okręg PZW Poznań
 zpw  Okręg PZW    Nadnotecki
 zpw  Przepisy Wędkarskie
 zpw  Atraktory-zanęty
 zpw  Zezwolenia na wędkowanie
 zpw

 Pogoda w regionie

 zpw  Katalog Stron zpw
 Nemo  Centrum NEMO
Banery ZPW
piksel
kolor

ZACHODNIOPOMORSKIE Koła PZW
pzw WKS Police Sekcja Spławikowa
pzw WKS Starfish
pzw WKS Załomiak
pzw WKS Jurmen Koszalin
pzw Big Fish Szczecin
pzw Brzana Dolice
pzw Troć Szczecin
pzw Lipień Szczecin
pzw Miętus Stargard 
pzw Okoń Goleniów
pzw Nr 17 Kołobrzeg
pzw Przylesie Koszalin
pzw Kolejarz Stargard
pzw Brzana Drawsko
pzw
Rega Świdwin
pzw Dragon Nowielice
pzw Sławoborze
pzw Spółdzielca Stargard
pzw Okoń Chociwel
pzw Rurzyca Chojna
pzw Smolt Goleniów
pzw Kiełbik Szczecin
pzw Agryf Szczecin
pzw Pyrzyce
pzw Koło nr 63 Szczecin

Uwaga Uaktualnienia podstron poszczególnych kół oraz klubów PZW są dokonywane po nadesłaniu materiałów korygujących od ich przedstawicieli

piksel
kolor

Ankieta ZPW
Czy jestes za jednym Okregiem PZW w Województwie Zachodniopomorskim ?

TAK
NIE
Nie mam zdania



Wyniki
Ankiety

Głosów: 6831
Komentarzy: 7
piksel
kolor

Sklepy Wędkarskie
ODRA
Wędkarski Sklep ODRA
u PREZESA
Sklep Wędkarski u Prezesa Szczecin Turzyn
NEMO
Sklep Wędkarski NEMO Szczecin
piksel
kolor

Koło PZW nr 69 Big Fish
Koło PZW Big Fish Szczecin\
[ K O N T A K T ]
Foto Galeria Big Fish
TERMINARZ 2012
Forum Koła

\Czytaj art...\ Wędkarz Roku 2011
\Czytaj art...\ Spinning Belona Mucha 2012
\Czytaj art...\ Mistrzostwa koła I tura 2012
piksel
kolor

 
Wędkarstwo w Gorzowskim W_W_G: Wędkowanie u Rexa

Rex

 

  List od czytelnika z Australii 



Co do mnie, no cóż, nie mam jakichś tam budzących podziw, wspaniałych,
zapierających dech w piersiach wędkarskich osiągnięć... Po prostu lobię
pojechać nad wodę, trochę nad nią posiedzieć, nacieszyć widokami oczy i
tu... uwaga(!)... w odróżnieniu od wielu "purytańskich miłośników przyrody"
zawsze chce coś złowić, żeby nie wrócić do domu na tarczy. Nie muszą to
być od razu jakieś półmetrowe kłody. małe potrafi być piękne. Ale z
drugiej strony nie lubię jechać nad wodę w celach "sportowych". Kaleczenie
ryb dla przyjemnści i potem wpuszczanie ich (nawet w jak najbardziej
delikatny i ostrożny sposób do wody) nie jest w "moim stylu". Kaleczenie
ryb dla swojej przyjemności nie jest dla mnie żadnym sportem.Łowienie ryb
nie jest sportem. Tu mówimy o czymś co jest najcenniejsze dla nas
wszystkich - tu mówimy o życiu. Ryba, tak jak i my, ma je tylko jedno.
Łowienie ryb, to polowanie i zabijanie. To jest moje bardzo osobiste
zdanie i wielu może się ze mną nie zgodzić. O ile już coś złowię, to
staram sie możliwie bezboleśnie i szybko tą złowioną rybę uśmiercić,
żeby... żeby ją później samemu zjeść. Nie lubię oddawać komuś swoich
własnoręcznie złowionych ryb. Jeżeli nałowie tyle, ze uważam jest
wystarczająco dużo (nie lubię za bardzo skrobać, a później pitrasić swoich
ryb - więc z górnym limitem nigdy nie mam większych problemów), to kończe łapanie i zajmuje się czymś innym (spaniem, łażeniem po okolicach, czasami się kąpie).

Jak napisalem wcześniej, wbrew pozorom nie mam oszałamiających rezultatów, chociaż łowiłem już w tylu miejscach. Najczęściej, te większe ryby się zrywają. Czasami nie chcą brać zupełnie. Skoro nie udaje mi się złowić "płetwiastych rekordowych potworów", wyspecjalizowałem się więc w łowieniu tego co można jeszcze złapać. I chyba radze sobie z tym całkiem dobrze...

Ausralia wędkowanie
Zbyszek, autor artykułu.


Prawdę mówiąc, Andrzej, pod jednym względem jestem chyba "unikatowy".
Nawet w będąc w Polsce raczej unikałem jakichś większych akwenów.To wcale nie znaczy, że nie lubię łowić nad Odrą, Wartą, Bobrem lub w Lubniewicach, Łagowie, Sławie czy Niesulicach. Po prostu pociągały mnie zawsze jakieś małe zarośnięte rzeczki, co ja tam pisze rzeczki, właściwie niepozorne rowy i kanaliki, dołki zagubione wśród krzaków, wysokich traw itd. itd. Żaden "normalny" wędkarz nawet by nie zwrócił uwagi na takie "coś", które można praktycznie przeskoczyć na drugą stronę bez większego problemu. Ot, jakiś tam zabłocony rów głęboki na trzydzieści centymetrów. Do tego jeszcze to "coś" jest z mętną wodą, obrośnięte to to jakimiś krzakami i za torowane na amen zwalonymi drzewami. No tak, tylko że połowy w takich polskich rowach, zwłaszcza blisko... ruchliwych dróg, którymi poruszamy się na co dzień spoglądając, na te "bezwartościowe ścieki", to jest znakomity materiał na artykuł...

Jeżeli chodzi o takie małe niepozorne wody, to jest tutaj ich calkiem sporo
w Australii, podobnie zresztą jak i w Polsce. Sama Australia, jeżeli mam
być zupełnie szczery, jest przereklamowana. Ze względu na to, że jestem od 18. lat zawodowym żołnierzem armii australijskiej (jestem w wojskach inżynieryjnych) miałem okazję pomieszkać (czasami po kilka lat) w każdym stanie Australii (z wyjątkiem Tasmanii). Praktycznie w każdej miejscowości nad morzem są tutaj piękne mola, takie, mniej więcej, na miarę Sopotu (czasami są znacznie większe), z których można wygodnie i bezpiecznie nałowić się do woli (co nie znaczy, że zawsze można z nich coś złowić - często i gęsto wraca się z nich o goluśkim kiju). Są też tutaj łodzie motorowe, które można kupić lub wynająć (czasami mam wrażenie, że połowa Australijczyków posiada takie łodzie). Ale ryby, podobnie jak i w Polsce, też tutaj nie zawsze biorą. Czasami jest z tym zupełnie tragicznie. Nie wierzysz, że czasami trudno złapać tutaj cokolwiek? A jednak to prawda!Zapewniam. Z drugiej jednak strony takie malownicze mola i motorówki z silnikami hondy lub innego johnsona, błyszczące jak bajeczka, nigdy mnie zbytnio nie pociągały. To nie jest to co lubiłem i lubię.

Zawsze, gdzie łowiłem po świecie, znajd się jakieś małe rzeczki, kanały,
takie niepozorne i zapomniane przez Boga i ludzi: brudne, błotniste i
zarośnięte... No właśnie, tak naprawdę, to nie wiadomo, co by można było by zrobić w dzień nad tymi głębokimi na niecałe pół metra wodami, które odpychają czarnym błotem i na wpół zgniłymi podwodnymi chwastami. A ja? A ja kiedy widząc coś właśnie takiego, to od razu zaczyna coś się we mnie gotować.Mam nosa do takich miejsc. Najpierw wrzucam wieczorem kilka kawałków chleba, pare ugotowanych... tak, tak... ziemniaków, jak jest, to też coś z mięsa, np. jakieś z zamrażalnika resztki po rybach, no i sprawdzam co się działo z t moją zanętą rankiem następnego dnia.Czasami, ale to bardzo, bardzo rzadko (i zawsze był jakiś tego powód), że nic się nie działo.Chleb się rozmoczył, ziemniaki nie tknięte, a resztki po rybach rozebrane przez kraby... Częściej jednak, o ile nie zawsze, to prawie zawsze, takie miejsce znajdowałem dobrze "przeorane".Dosłownie znajdowałem je nad ranem przeorane rybimi pyskami. Pozostawiam Twojej imaginacji Andrzeju, co tam musiało tam się wyrabiać w ciągu nocy.Często zdarzało się, że po przyjściu nad świtem widziałem znikające, w nieco głębszą wodę olbrzymie, wolno przesuwające się cienie... Możesz mi wierzyć, to jest jeden z najpiękniejszych widoków jakie mogę sobie wyobrazić. Wiesz wtedy, że one tam są! Wyobraźnia zaczyna działać coraz silniej, jak pobudzana najmocniejszym narkotykiem.Ryby nie dają ci już żyć... Cała reszta, to już tylko drobny pikuś. Mocne wędzisko, właściwie dwa, albo trzy.Mocna żyłka, ale rzadko kiedy łowie w takiej sytuacji na żyłkę grubszą niż 0.40mm, ciężarek wielkości... grochu (byleby zarzucić te parę metrów), koralik, karabińczyk (krętlik), ale bez agrafki (bo się otwierają).Na końcu przypon z żyłki 0.35mm, ale nie dłuższy, niż 20-25cm, haczyk o szerokim kolanku rozmiar pomiędzy nr. 2, a nr. 2/0, w zależności od rodzaju przynęty.

A przynęta zapytasz? Przynęta, wbrew wszystkiemu Andrzej, jest tutaj
absolutnie najważniejsza! Najczęściej łowie, wszędobylskie małe rybki
przypominające małe kleniki. Nazywają się "mullet" i nie jest je tak
(czasami) łatwo złowić. Są to ryby roślinożerne, himeryczne i trudne do
zlokalizowania. Ale od czego jest moje kilkuletnie polskie doświadczenie?
Bat długości 5m. Żyłka 0.15mm (bez przyponu), mały spławik, dwie śruciny i haczyk nr. 12 z odrobiną ciasta z chleba. Nie często spotkasz w Australii taki lekki i wielce "technicznie skomplikowany zestaw"... Andrzej śmiejesz się z tego? Większość wędkarzy w Australii nie łowi na spławiki, a już dla nich takie "małe, śmieszne patyczki" dyndające na włosku, zwisającym z "kolosalnego" 5 metrowego wędziska, to już jest zupełna błazenada wywołująca totalną kosternację.

Z reguły łowię dziesięć, dwanaście sztuk "mullet" przez dwie, trzy godziny intensywnego łowienia.Czasami łowie dłużej, czasami łowię troche mniej tych rybek.To jest najtrudniejsza część mojego wędkowania, ale i też bardzo przyjemna.Zabieram ryby w plastykowym wiaderku (z domocowana do niego małą pompką akwariową) i wieczorem, na palcach docieram na moje "zakarmione" i sprawdzone głębokie na kilka centymetrów łowisko.Zaczepiam, bardzo delikatnie (używan haczyków, które wykonane są z najcieńszego drutu - przeważnie firmy "Mustad", o nazwie Predator). Delikatnie wpuszczam przy brzegu do wody (nigdy nie wrzucam wielkim łukiem żywca do wody, jak robi to wielu wędkarzy). Moja wpuszczona w ten sposób do wody rybka pozostaje dosłownie kilka centymetrów od brzegu (czasmi sama odpływa dalej). Nie ma to większego wpływu na brania. Najczęściej uderzenia mam gdzieś tak około godz. 10-11 w nocy i potem pomiędzy 2 a 4 nad ranem. Ale na to nie ma reguly. Brania są czyste, rybki zostają zdecydowanie zassane...

Zachodniopomorskie
Córka Zbyszka protestuje.


I zbliżamy się do najciekawszej części połowów. Ta sama woda widziana za
dnia odżywa. Słyszysz, że coś się tam w niej dzieje. Bulgotanie, cmokanie,
chlapanie. W głowie ci się nie mieści, co za cholera mogła wpłynąć do
"takiej wody" i praktycznie pełzać po dnie na brzuchu. Zupełna paranoja,
pomieszanie z poplątaniem.

Kilka razy (właściwie wiele razy) nie udało mi się powstrzymać zaciętej
ryby. Wędka wygina się w pałąk, kołowrotek piszczy, po ciemku sprawdzam
palcami ile żyłki jeszcze zostało na kołowrotku. Ryba zawsze ucieka w
kierunku otwartej wody. Rzadko można iść za nią, ze względu na podmokły
teren, krzaki i trawy wzdłuż tego "kanaliku", a zwłaszcza w nocy.A żyłka
niemiłosiernie znika coraz bardziej ze szpuli kołowrotka. Nie możesz
liczyć na niczyją pomoc. No i zastanawiasz się co robić dalej... Czy
dokręcić hamulec do dechy i zrobić stop? A może popuścić te jeszcze
ostatnich parę metrów, może ta ryba się w końcu opamięta i w końcu się
zatrzyma... Ale one nigdy się nie opamiętywały i zatrzymywały. Czasami
wybrały mi 200 metrów żyłki i puszczał wtedy węzeł na końcowej pętli
łączącej żyłkę ze szpulą kołowrotka. Stałem wtedy w nocy z miną głupka.
Dobrze, że było wtedy zawsze ciemno i byłem sam, i że nikt tego nie mógł
widzieć. Wracałem z bijącym sercem na to samo miejsce gdzie łowiłem
poprzednio. Stąd te moje dwie lub trzy wędki, które zabierałem na zapas ze
sobą na moje nocne łowienie. Z drżącymi rękoma nakładałem na kolejną wędkę kolejnego żywczyka i najspokojniej, tak jak potrafiłem wpuszczałem żywczyka do wody.Często zanim zdążyłem zmienić szpulę w kołowrotku i założyć kolejny ołowiany groszek i doczepić haczyk zaczynał się kolejny "odjazd".No i taka sama "jazda" od początku... Moj rekord to siedem "odjazdów" z zerwaniem żyłki w ciągu jednej nocy.

Wędkowanie
U ludożerców Papua Nowa Gwinea.
Tak jak napisałem, nie lubię łowić i okaleczonych ryb wypuszczać spowrotem do wody, ale przeczytaj tę historię. Miałem pewnej nocy na małej rzeczce wpływającej do cieśniny oddzielającego Papue Nowa Gwine i Australie dwa potężne odjazdy. Nastawiłem się na jeden ciekawy gatunek ryby której jeszcze nigdy w życiu wcześniej nie złowiłem, więc po tych dwóch odjazdach byłem już totalnie zdesperowany. Teraz, albo nigdy. W końcu założyłem na kołowrotek (po ciemku) nowiuteńką plecionkę 150 funtow (jakies 70kg).Miałem wtedy wędzisko 10 stop i 6 cali długie (jakieś 3.15m). Zarzuciłem na martwego "garfisza" (mała srebrna , wąska i długa rybka z długim nosem).Branie było prawie że natychmiastowe. Zacięcie, hamulec do dechy.Wędzisko potężnie przygniata do wody no i czekam w napięciu co będzie... Co miało być, to się stało.Wędka strzela w szczytowce.Ale plecionka trzyma.O dziwo ryba sie zatrzymała! Nagle czuje, jak pod wodą ryba charakterystycznie i majestatycznie potrzasa swoją głową.Nie dosyć, że czuje jak to robi, to jeszcze doskonale to słyszę.Po zachowaniu doskonale wiem, co jest na haku, no i... że trzeba będzie w końcu odciąć kawałek plecionki.Wiem, że muszę to zrobić jak najszybciej, tak aby ryba na haku miała jak największe szanse na przeżycie.Każda sekunda działa na jej niekorzysć.Przeżyty szok, napór na organy wewnętrzne, zmęczenie mogą ją łatwo uśmiercić... Najgorsze jest to, że jak jej "koledzy" zwiedzą się, że jest już na haku bardzo osłabiona, to będzie po niej...

Ale też szkoda mi tej plecionki, bo droga jak diabli. 110 yardow, czyli jakieś 100 metrów kosztowało mnie 99.99 australijskich dolarów.Po drugie ryba z trzydziestoma metrami 150 funtowej plecionki zwisającej z pyska, ma raczej marne szanse przeżycia.Możliwie jak najdelikatniej powoli scigąm rybę do siebie.To żadna przyjemność - czysta siłówka. Kołowrotek piszczy, ja spocony, bo temperatura w nocy rzadko spada tutaj poniżej +25C.Czuje jak pot leje mi się po plecach. No cóż, zostało mi jeszcze do ściągnięcia jakieś 5, może 6 metrów.Tyle plecionki mogę już poświęcić.Ściągam jej ile się da. Widzę rybe. Ma jakieś może ze dwa metry długości (możesz mi wierzyć taka ryba potrafi się zmieścić bez kłopotu w wodzie na dwie stopy - to jakieś 60 cm głębokości). Już zaczynają się stare numery: kręci się wokół swojej osi, robi fikołki i potrząsa ze złością swoimpyskiem.Ściągam kolejny metr plecionki, i jeszcze jeden.Wystarczy.Wyciągam z kieszeni obcinacz do paznokci. Cofam się nieco dalej od wody, tak aby złamana szczytówka po przecięciu plecionki spadła na brzeg, a nie do wody.Tnę plecionkę prawie przy haczyku, który wystaje z pyska.Cholera, jak ta przeklętą plecionkę trudno się tnie... Zbiera mi to trochę czasu. W końcu postrzępiona pod naporem ryby puszcza.I jest cisza.Czuje przyjemną ulgę w ramionach. Uffff... uczucie ulgi i błogiego spokoju.Podnoszę z ziemi nieszczęsną szczytówkę (dobrze, że jest pomalowana na biało, więc bez kłopotu odnajduje ją na brzegu) i zaczynam gorączkowo główkować, w jaki sposób będzie można tę moją polamaną wędkę po powrocie do domu zreperować.Mam już w głowie kilka pomysłów...

ZPW
Co może Rekin.

A ryba? Na pewno jesteś Andrzej ciekaw co to było? Najzwyklejszy na
świecie rekin tzw. "brown tiger", stosunkowo popularny w północnym
Queensland. Całe zdarzenie miało miejsce w lipcu 2004r. w małej
aborygeńskiej miejscowości Bamaga. No cóż, w smaku "brown tiger" jest
całkiem dobry, tylko że co ja miałem później zrobić z 30-40 kilogramami
czystego mięsa?



Zbyszek


Notatka:

Źródło www.wwg.com.pl




 
Pokrewne tematy

Wędkarstwo w Gorzowskim


Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Zachodniopomorskie Wędkowanie nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


Ten artykuł nie był jeszcze komentowany
Komentarze są dostępne tylko dla zarejestrowanych użytkowników portalu
Strona główna Lista artykułów Forum zpw Centrum Nemo Filmy Wędkarskie Foto Galeria zpw Partnerzy


Materiały prosimy przesyłać na adres:
redakcja@zpw.pl
tel. 663711221
GG 8757186

Ta strona jest dostępna na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska
Zgadzam się jako użytkownik tej strony na dowolne umieszczenie i przetwarzanie przez ZPW przysłanych lub zamieszczanych przeze mnie materiałów oraz zdjęć na witrynie www.zpw.pl lub jej subdomenach.Za wszelkie naruszenia praw autorskich i pokrewnych przez użytkownika odpowiada użytkownik. Serwis ZPW nie ponosi odpowiedzialności za nadesłane przez użytkowników: teksty, materiały oraz zdjęcia. Za zaspokojenie wszelkich roszczeń wynikających z naruszenia praw osób trzecich. W przypadku stwierdzenia naruszenia praw autorskich i własności intelektualnej wszelkie sporne materiały zostaną bezpowrotnie usunięte.



Tworzenie strony: 0.099 sekund
58